W ostatnie niedzielne przedpołudnie wybrałem się na rower. Mijając kolarza-kobietę, który wyłonił się niespodziewanie zza rogu, zajechaliśmy sobie drogę. Nic niebezpiecznego, po prostu oboje musieliśmy wykonać nawet nie nagły manewr zapobiegający zderzeniu. I wtedy z ust kolarza-kobiety wydobyło się “ścieżka, ja pierdolę”.

Skąd tyle agresji?

Jest piękny, wolny dzień, zakładam, że właśnie robi to, co lubi, relaksuje się a tu taka błahostka powoduje reakcję, w moim przekonaniu zupełnie nieadekwatną do sytuacji.

To chyba dotyka większość kolarzy ścigających się w wyścigu zwanym życiem. Pedałują tak mocno i zawzięcie, chcąc za wszelką cenę oderwać się od peletonu, że nie widzą, że peleton jest źródłem ich prawdziwej siły. 

Na naszej drodze zawsze spotkamy lepszych i gorszych od siebie. Jedynie ściganie się z samym sobą ma jeszcze jakiś sens. Lecz tylko w tym wyścigu mamy tak naprawdę szansę wygrać. Nagrodą jest bycie lepszym człowiekiem.

 

wejdź i polub mnie
Facebook
Facebook
TWITTER
Visit Us
LINKEDIN

2 komentarze

  1. Z sobą też nie ma co się ścigać, bo… zawsze przynajmniej częściowo przegramy – albo “ja tu, albo “ja tam”;-).
    Warto zaakceptować, to co mamy i tym się cieszyć.
    Nie musimy się rozwijać, jeżeli nie chcemy i nie czujemy takiej potrzeby…
    Może i świat jest teraz VUCA, ale my nie musimy;-).

    BTW: Przemku, jak zawsze, fajny i nastrajający do rozmyślań tekst. Dzięki:-).

    1. Mam tu na myśli rozwój osobisty, który zazwyczaj wymaga pewnego wysiłku, opuszczenia własnej strefy komfortu i poszukiwania odpowiedzi na nurtujące pytania. W tym sensie widziałem to jako wyścig z samym sobą. Ale masz rację: nic nie musimy, wszystko możemy.

      Przemek Karczewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *