Mam troje dzieci. Dwoje z nich to w zasadzie mali dorośli z bardzo mocno wygłuszonym już pierwiastkiem “dziecięctwa”. Najmłodszy jest w wieku, w którym co rusz ze słodkiego brzdąca przeistacza się niszczyciela ochoczo eksplorując otoczenie, co wymaga nieustannej i niepodzielnej uwagi. Powoduje przez to nasze skrajne wyczerpanie, lecz jednocześnie uczy innej perspektywy. Jakże innej od tej, którą znamy z naszego świata dorosłych opanowanego przez konwenanse, układy, zasady, nakazy czy zakazy. 

Gdy już odłożę na bok zmęczenie i frustrację, zaczynam dostrzegać w moim synku czystą, niczym nie zmąconą miłość, ciekawość świata i ogromną energię aby dalej go odkrywać. To coś, czego mu zazdroszczę i za czym tęsknię, coś co utraciliśmy jako dorośli.

Warto się tego ponownie nauczyć. Obserwować w akcji małych profesorów życia i czerpać z nich inspirację dla siebie. Bez lęku, kalkulacji, bez wstydu. Za to z dziecięcą arogancją, beztroską i determinacją. 

Czas odkryć życie na nowo!

 

wejdź i polub mnie
Facebook
Facebook
TWITTER
Visit Us
LINKEDIN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *