Tytuł i definicja tego pojęcia doskonale oddają ducha przemyśleń, którymi chcę się podzielić. Za Wikipedią, posłowie bowiem to krótki tekst zamieszczany czasami na końcu większego dzieła literackiego, niezależnie od jego charakteru, umieszczony przez autora, redaktora lub wydawcę, wyjaśniający zagadnienia niezwiązane bezpośrednio z treścią książki, ale nawiązujące do jej treści lub okoliczności powstania dzieła. I z wyjaśnieniami właśnie do Was spieszę.

Możliwe, że nikt nie zauważył, lecz na moim blogu od ponad 2 miesięcy, nie ukazał się żaden wpis, choć do tej pory regularność publikacji nawet dla mnie była zadziwiająca. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka, lecz najważniejszą z nich skutecznie wypierałem z umysłu przez prawie 3 długie lata. Jak mówią, czasami trzeba się o coś potknąć, aby to zauważyć. Tak czy inaczej, z szacunku do Was postanowiłem napisać kilka słów wyjaśnienia.

Mam tą przywarę, która czasem jest wadą, czasem zaś zaletą, że daję się pochłonąć bez reszty aktywnościom, będącym dla mnie pasjonującą przygodą. Miotam się wtedy ze skrajności w skrajność, działając maksymalnie, lecz na pewno nie optymalnie. Tak też było z blogiem.  Poświęcałem mu cały mój wolny czas. Nie pozostawało go dużo zważywszy na obowiązki zawodowe i rodzinne. W efekcie, całkiem bezwiednie stworzyłem swój własny trójkąt dramatyczny, w którym wybór jednej z ról powodował poczucie niespełnienia w pozostałych. Najczęściej wybierałem właśnie bloga. 

I wtedy z pomocą przyszedł koronawirus. Muszę przyznać, że na razie z jego strony spotykają mnie same dobre rzeczy i oby tak pozostało. Izolacja, praca z domu, większa ilość czasu z rodziną uświadomiły mi, że bardzo mocno zaniedbałem najbliższe mi osoby. Zdałem sobie sprawę, że balansując między blogiem, rodziną a pracą tak naprawdę niczego nie robię dość dobrze. I nagle wybór okazał się banalnie prosty a rozwiązanie tak oczywiste!

Od tej decyzji minęły 2 miesiące. Miesiące, które przyniosły mi spokój, radość, poczucie ulgi i spełnienia w najważniejszej życiowej roli ojca i męża. Poza tym nic się nie zmieniło, dalej bywam turkusowy i ta wierność wartościom, którym poświęciłem 3 lata chyba nigdy mnie nie opuści. Na blogu są i nadal będą dostępne teksty i podcasty, których przez ten czas uzbierało się ponad 100. To myślę, solidna porcja wiedzy, przemyśleń i inspiracji w temacie turkusowych organizacji. I jeśli pojawi się temat, który mnie zainspiruje i którym będę chciał się z Wami podzielić, na pewno to zrobię. Bo pisanie cały czas sprawia mi ogromną frajdę!

Kiedyś koleżanka pomogła mi odkryć i zwerbalizować moje tak zwane terytorium mentalne, przestrzeń, naruszenie której powoduje we mnie silny sprzeciw i niezgodę. Pamiętam, że wtedy mnie olśniło i napisałem na kartce:

nic nie muszę

Teraz też nic nie muszę i jestem szczęśliwy.

Nie żegnam się. Zostawiam uchylone drzwi i od czasu do czasu będę przez nie zaglądał. A znając siebie, to prędzej czy później otworzę jeszcze nie jedne drzwi w moim życiu. Kto wie, może spotkamy się na zupełnie innym gruncie?

wejdź i polub mnie
TWITTER
Visit Us
Follow Me
LINKEDIN
Share

Jeden komentarz

  1. Czasem tu zaglądam do Ciebie i trochę żal, ale doskonale Cię rozumiem. Z biegiem dni, w codziennym poczuciu obowiązku i powinności gnamy chcąc wszędzie i wobec każdego być odpowiedzialnym. Zapominamy, że sobie też jesteśmy winni uważność i wsłuchanie we własne potrzeby. Dobrze, że rozpoznałeś sygnały i idziesz dalej w zgodzie ze sobą. Powodzenia 🙂

    Kika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *