Świat stanął na głowie. Niewidzialne dla oka, mikroskopijne stworzenie rzuciło na kolana najpotężniejszy gatunek żyjący na naszej planecie. Walka trwa od wielu tygodni. Pewnie wyjdziemy z niej zwycięsko lecz mocno poobijani.      Covid-19 z pewnością zmieni nasze życie.

Od ponad miesiąca żyjemy w nowej, trudnej i niespodziewanej rzeczywistości. Ograniczenia, zakazy, zamknięty handel i usługi, odwołane wydarzenia, izolacja. To wydarzenia bez precedensu na taką skalę. W jeden dzień skończył się rynek pracownika a ludzie zaczęli tracić pracę. Biznes mocno odczuwa skutki pandemii. Praktycznie nie istnieje branża eventowa, gastronomia i usługi. Izolacja wpływa na nasze samopoczucie. Stworzyła bałagan w relacjach między ludźmi. Jednych nam brakuje, na innych nie możemy już patrzeć. Wzmaga się stres, rośnie strach i niepewność, pojawia się frustracja i rozdrażnienie.

Mam to szczęście, że (przynajmniej na razie) branża, w której pracuję, nie została mocno dotknięta kryzysem. Moja rodzina jest zdrowa. Poza uciążliwościami wynikającymi z ograniczeń, nic się nie zmieniło. Miałem więc głowę na tyle wolną od trosk, że zacząłem zastanawiać się czy turkusowa filozofia może pomóc organizacjom w tych trudnych czasach. Doszedłem do wniosku, że nie. Turkus nie jest lekarstwem na kryzys i nie dokona cudownego uzdrowienia „zainfekowanej” organizacji. Dlaczego?

Przede wszystkim turkus to nie skrzynka z narzędziami ani nawet styl zarządzania, lecz poziom świadomości organizacji czyli jej liderów i członków. Nie da się go zadekretować w organizacji, szczególnie w czasach niepewności i zagrożenia, bo wtedy najczęściej ludzie włączają tryb przetrwania. Nie ma w nim miejsca na rozwój.

Turkusowa transformacja to proces zmiany, który musi trwać i tak naprawdę nigdy się nie kończy. Efekty nie będą widoczne od razu. Zresztą one nie powinny być celem transformacji lecz jej produktem ubocznym.

Turkus nie uleczy od razu przewlekłych chorób trawiących organizację. Wyuczona bezradność, silosy, autorytet siły, ograniczony dostęp do informacji, tu wymagana jest długotrwała, celowana terapia. Oczywiście, należy ją rozpocząć jak najwcześniej, ale i tu na efekty będziemy musieli trochę poczekać.

I dlatego, podobnie jak w medycynie, uważam, że w organizacjach także profilaktyka jest skuteczniejsza od leczenia objawowego. Co więcej wysuwam tezę, że organizacje będące w procesie turkusowej transformacji są trochę lepiej przygotowane na kryzys spowodowany koronawirusem. Czy wszystkie przetrwają? Obawiam się, że nie, ale profilaktyka powinna złagodzić potencjalne objawy u tych, które stawią czoło kryzysowi.

Samoorganizacja pozwala na bardziej elastyczne dostosowanie pracy do aktualnych potrzeb i wymagań. Widać to wyraźnie w przypadku pracy zdalnej. Te firmy, które pracowały w ten sposób wcześniej, wyrabiając pewne standardy komunikacji i współpracy, mają teraz dużo łatwiej. Nie muszą adaptować się na cito do nowych warunków, co z pewnością wiąże się z niższą wydajnością pracy.

Brak sztywnych podziałów obowiązków również sprzyja większej elastyczności. Każdy może i naturalnie potrafi wykorzystywać swoje talenty w różnych obszarach w zależności od potrzeb organizacji, bez obawy o charakterystyczne w hierarchii silosy i tak zwane zamki (czyli zamknięte enklawy rządzone przez króla-kierownika).

Samoorganizacja dla swej skuteczności wymaga transparencji. Ludzie mając dostęp do informacji, reglamentowanej często w tradycyjnych organizacjach, są w stanie podejmować bardziej trafne i szybkie decyzje tak istotne w nieprzewidywalnych czasach.

Priorytety wyznaczane są przez okoliczności a nie EGO menadżerów broniących sztywnych celów i planów. W turkusowych organizacjach dużo łatwiej i szybciej jest zmienić kierunek bez ryzyka zatonięcia statku. W czasach kryzysu to niezwykle cenna kompetencja.

W kontekście drugiego z filarów turkusu – pełni – istotna jest praca w oparciu o wspólne, rzeczywiste wartości. To daje poczucie bezpieczeństwa i zaufania a to z kolei buduje zaangażowanie. Zaangażowani, samodzielni pracownicy są w stanie dużo bardziej wspierać organizację w trudnych czasach. Chętniej idą na ustępstwa, które sami wypracowali. Nie oglądają się  na szefa, siedząc bezczynnie i czekając na rozkazy. Współtworzą rozwiązania, przez co czują się częścią organizacji. Są odpowiedzialni za nią i za siebie nawzajem. W takiej atmosferze przejście przez zawieruchę jest przyznasz trochę łatwiejsze.

Zagubiłem się już dawno w nieprzebranych odmętach informacji, opinii, plotek, artykułów na temat koronawirusa. I dlatego przestałem tańczyć z nimi ten chocholi taniec. Budził we mnie skrajne emocje od strachu po lekceważenie. Pomogła mi przytaczana przeze mnie wielokrotnie filozofia stoicka a właściwie jeden z jej paradygmatów. Według stoików na większość rzeczy nie mamy realnego wpływu, nie warto się więc nimi przejmować. Mamy wpływ jedynie na nasze reakcje na to, czego doświadczamy. Uczmy się więc akceptować rzeczywistość, dając z siebie jak najwięcej.

Co więc mogę zrobić w obecnej sytuacji? Mogę dbać o siebie i najbliższych, zakładać maseczkę, przestrzegać kwarantanny. Nie ma potrzeby, abym karmił się dodatkowo informacyjnym spamem. Ale mogę też wykorzystać ten czas na rozwój, refleksję, zmianę kierunku.

Podobnie z firmami. Mogą w pełni wykorzystywać swój potencjał do utrzymania się na powierzchni a może nawet dalszego rozwoju. Mogą kreować nowe produkty i usługi. Wreszcie mogą usprawniać swoje procesy i kulturę organizacyjną. Będzie to możliwe tylko przy udziale zaangażowanych, odpowiedzialnych pracowników współtworzących transformację organizacji.

Dlatego turkusowym jest łatwiej.

Szczepionki na koronawirusa testowane są już na ludziach. Chociaż dostępne będą za około rok to, jak na rynek farmaceutyczny i tak jest to ekspresowe tempo. Organizacje nie mają tyle czasu. Tu nie ma miejsca na testy. Czas pokaże, które strategie były skuteczniejsze i czy profilaktyka faktycznie się opłaciła.

wejdź i polub mnie
TWITTER
Visit Us
Follow Me
LINKEDIN
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *