Poprosiłem by napisał na mojego bloga parę słów o turkusie z własnej perspektywy. Zgodził się i powstał z tego bardzo ciekawy tekst o jego własnej drodze, ale także o tym po co w ogóle chcemy transformować siebie i organizacje w kierunku turkusu.

Autorem poniższego wpisu jest Marcin Wanke – Absolwent (1995) studiów magisterskich na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego, kierunek: Andragogika (edukacja dorosłych), wielu kursów i szkoleń w zakresie zarządzania, marketingu, projektowania i organizacji szkoleń, coachingu biznesowego i życiowego, certyfikowany coach Welth Dynamics i Spectrum of Welth Dynamics, Flow Consultant – Talent Dynamics, 

Współzałożyciel i dyrektor (do 2015) Agencji Marketingowej „RZUT OKA”, działającej nieprzerwanie od 1994r., pracującej dla takich marek jak: BIC Polska, Thomson Consumer Electronics Polska, Mercedes-Benz Polska, WURTH Polska, Lindt&Sprungli Polska i wielu innych.

Organizator konferencji i szkoleń biznesowych, życiowych, mówca i trener. Autor programów szkoleniowych z zakresu komunikacji interpersonalnej, budowania efektywnych zespołów oraz efektywności osobistej.

Konsultant, coach biznesowy i życiowy, doradca strategiczny zarówno w biznesie, jak i w życiu osobistym, relacjach rodzinnych i zespołowych.

Zapraszam do lektury.

Od wielu lat staram się żyć i pracować turkusowo, choć o tym, że tak jest, dowiedziałem się stosunkowo niedawno. Do momentu przeczytania książki „Pracować inaczej” F. Laloux myślałem, że po prostu dążę do równowagi sensu z wysiłkiem, sensu pojmowanego przeze mnie jako przyrostu poziomu satysfakcji z życia, wysiłku jako zaangażowania i poziomu wydatkowanych zasobów (energii, kasy, czasu itd.). Niespodzianka! To ma swoją nazwę i metodologię! Ha!

Powiem szczerze – filozofia turkusowa jest dla ludzi, którzy znają i cenią siebie, swój czas, znają swoją wartość w relacji z innymi (mam na myśli kompetencje, umiejętności, style działania itd.), mają stosunkowo mocno rozwinięte poczucie własnej wartości w ogóle i są gotowi do dzielenia się odpowiedzialnością z innymi ludźmi. Proste i jasne? Wydawało mi się, że tak…

Ładnych parę lat temu postanowiłem zacząć brać kasę za coś, co w mojej branży (marketing) dawałem klientom za darmo w procesie pozyskiwania zleceń – klasyczny coaching, którego celem zawsze było określenie tego, czego klient tak naprawdę chce. Ten niezwykle trudny moment współpracy z niemal każdym klientem jest absolutnie kluczowym elementem procesu. Kończy się wygenerowaniem briefu – listy oczekiwań klienta względem agencji marketingowej w konkretnym projekcie. No i super, chciałoby się powiedzieć, tylko pojawia się jedno „ale”. Ten brief dostawały również inne agencje, które były zapraszane do przetargów. Kto wygrywał przetarg? No właśnie, tu jest to „ale”.

Kontrakty coraz częściej zaczynały trafiać do tych, którzy dawali najniższą cenę z pozoru za „to samo”. W efekcie moja agencja, pomimo wieloletniej współpracy z poważnymi klientami, świetnej znajomości specyfiki branż, samych klientów, uwarunkowań budżetowych, personalnych itd., dużego zaufania ze strony klienta (Marcin, przyjedź i pomóż z briefem, bo nie wiem co mam zrobić przy takim budżecie itp.), wypracowanych schematów współdziałania, doskonałej komunikacji na każdym poziomie – przestała być dla mnie narzędziem do budowania poczucia satysfakcji.

Zrobiłem remanent zasobów i wyszło mi, że najefektywniej przyrastało mi poczucie satysfakcji wtedy, kiedy dzięki mojej pracy przyrastało jednocześnie komuś innemu. Kiedy, dzięki zadanym przeze mnie pytaniom, ktoś odnajdował to, czego szukał, a było to dla niego ważne. Kiedy dzięki posiadanej przeze mnie wiedzy, którą się z kimś podzieliłem, ten ktoś poprawił sobie i innym jakość pracy, relacji, życia. Skupiłem się zatem na szkoleniach i coachingu, wdrożeniach zmian, doradztwie i mentoringu. Określiłem swoje turkusowe miejsce w świecie, swój zakres odpowiedzialności i źródło satysfakcji. Bingo!

Po co o tym wszystkim piszę? Ano po to, żeby wyjaśnić najczęściej występujący w turkusowych transformacjach problem – po co mi (nam) ten turkus??? To tu najczęściej jest ten przysłowiowy pies pogrzebany… Brak w organizacji świadomości celu i sensu turkusu, jako filozofii powoduje, że wdrożenia utykają na początku drogi i rozbijają się o szczegóły techniczne, konkretne rozwiązania organizacyjne, przepychanki kompetencyjne i… kasę. Dlaczego? Bo najpierw „po co?”, potem „kto?”, „kiedy i gdzie?” i dopiero na końcu! „jak?”… A większość, niestety, zaczyna od „jak?”. Szukają recepty na to, jak wdrożyć turkus, a nie pytają ludzi po co im on! Kontynuując wątek psi – podejście od ogona strony…

Miałem przyjemność brać udział w kilku procesach wdrożeniowych, doradzać w kilku innych, szkolić menadżerów i sympatyków turkusu w całym kraju. Zdecydowana większość konkretnych problemów wdrożeniowych wynikała z tego, że albo top management nie do końca wiedział po co mu ten turkus (utknęli na poziomie fascynacji ideą, modą, trendem – poziom „dlaczego”, a nie „po co” – różnicę wyjaśniam w artykule: https://www.marcinwanke.pl/2019/03/dlaczego-i-po-co.html), albo któryś z uczestników procesu (ktoś z pozoru nieważny, jakiś magazynier, czy sprzątaczka – z całym szacunkiem dla nich) kompletnie nie poczuł związku z ideą i pojechał kulturowym schematem redukcji poczucia winy. A jakie są nasze kulturowe schematy? Absolutnie nie turkusowe. O tym nieco w artykule: https://www.marcinwanke.pl/2018/05/skuteczny-sposob-na-wyzsza-efektywnosc.html

Tak, turkus to kultura – nie tylko organizacyjna. To kultura życia. Jeśli komuś się wydaje, że jest w stanie wdrożyć kulturę organizacyjną w oderwaniu od kultury życia jej członków, to ma rację – wydaje mu się… Kultura życia członków organizacji determinuje kulturę organizacyjną, a nie odwrotnie. W turkusie już kompletnie inaczej się nie da – od jednostki do zespołu, większość nie ma racji. Tu liczy się człowiek i jego potrzeby, zasoby, emocje, standardy, przekonania itd. Turkus jest sumą jednostek, dosłowną! Tu się sumują potencjały i kompetencje, dlatego warto się zastanowić nad potencjałem każdego z uczestników procesu i dokładnie go określić w wartościach dodatnich, żeby nie obniżał wartości całego równania.

Cały mój, przydługi, nieco biograficzny, wstęp miał na celu pokazanie  pewnego procesu myślenia. Najpierw określiłem swoje zasoby, dzięki którym jestem w stanie osiągać satysfakcję życiową, a dopiero potem wszedłem w turkusowe struktury biznesowe (kompletnie nieformalne – chwała turkusowi!) po to, żeby tę satysfakcję budować skutecznie. Moje kompetencje bez czyichś kompetencji sprzedażowych, systemowych, logistycznych i wielu innych mógłbym sobie w buty wsadzić, bo nikt by o mnie nie wiedział. Skoro określiłem siebie jako dawcę konkretnych wartości, to by była możliwość ich realizacji potrzebni są inni dawcy kompetencji, których ja nie mam, nie chcę mieć, nie lubię mieć, nie kręcą mnie w ogóle – nie dają mi satysfakcji. Tylko ja dokładnie wiem o tym wszystkim i mam to zdiagnozowane!

Podstawowym problemem na drodze do turkusu jest niska samoświadomość uczestników procesu i powszechna kultura poczucia winy. Ludzie skupiają się na swoich brakach, niedoskonałościach, zaniechaniach i tym, co inni oceniają nisko. Tak kształtowana samoocena powoduje postawy agresji, konfrontacji i walki o poczucie bezpieczeństwa, a to nie jest kompletnie zalążek turkusu. Tylko jednostki świadome swoich mocnych stron, silnych kompetencji, wierzące w jakość tworzonych przez siebie wartości są gotowe do turkusowej drogi i tylko one będą mogły, będą chciały i będą osiągały satysfakcję z kultury turkusu. Turkus to pozytywna samoświadomość jednostek tworzących wspierające się nawzajem w budowaniu poczucia własnej wartości otoczenie. Wystarczy jeden człowiek o odwrotnym potencjale i po turkusie…

Budowanie poczucia własnej wartości członków organizacji to podstawowy, strategiczny proces wdrażania turkusu. Reszta to taktyczne technikalia, które każda organizacja wypracowuje sama dla siebie. Tu nie ma uniwersalnych recept. Jak to robić? Lepiej zastanów się najpierw po co Ci to 😉

Trzymam za Ciebie kciuki – za Twoje poczucie własnej wartości, za Twoje poczucie satysfakcji i za to, żebyś znalazł się w odpowiednim towarzystwie J

Marcin Wanke

wejdź i polub mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *