Wakacje już prawie w połowie, urlop więc czas zacząć. A w urlopie chodzi przecież o to, żeby zwolnić. Zwalniam zatem i staram się zresetować głowę, wietrząc stare oraz robiąc przestrzeń na nowe, świeże idee, pomysły. I oczywiście daję sobie czas na refleksje. Jednym z moich najświeższych przemyśleń chciałbym się teraz z Tobą podzielić.  

Znając siebie od 40 lat, doskonale wiem, że jestem typem introwertyka. Skrajnego. Potwierdzają to zresztą różnego rodzaju badania i testy osobowości. Ostatni punkt na skali, bardziej już nie można. Generalnie dobrze mi ze sobą. Mam swój wąski i raczej nie zmienialny krąg znajomych, których dopuszczam bliżej. Z nimi czuję się swobodnie, odkrywając swoją prawdziwą naturę i będąc w pełni sobą.  Na zewnątrz tego kręgu zbudowałem skorupę i jestem postrzegany jako gbur (tak określiła mnie koleżanka z pracy, mówiąc, że na początku bała się do mnie podejść). Niechętnie podejmowałem rozmowy z nieznajomymi, a jeśli już musiałem to robić, zawsze było to dla mnie dyskomfortowe doświadczenie.

Wciąż jestem introwertykiem. Skrajnym, lecz ewolucja, jaka się we mnie dokonała w ostatnim czasie spowodowała, że moje podejście do ludzi znacznie się zmieniło. Zmienił się także mój stosunek do podejmowania wyzwań, Kiedyś jeśli wymagały interakcji, raczej ich unikałem, dziś stawiam im czoło. To jest właśnie wychodzenie z własnej strefy komfortu, dzięki któremu człowiek jest w stanie zmieniać siebie i rzeczywistość dookoła. 

Nauka przez doświadczenie jest w moim odczuciu najskuteczniejszą formą stawania się lepszym. Mogą to być doświadczenia własne, lub cudze. Dzięki cudzym, możemy uniknąć błędów, które ktoś już popełnił i wziąć dla siebie to, co najlepsze. Ja czerpałem wiedzę głównie z książek, od 2 lat także z podcastów. Mówi się, że jesteśmy wypadkową cech i doświadczeń 5 osób, którymi się na codzień otaczamy. Coś w tym jest, inspiruję się nimi i dzięki nim rozwijam, ale jest to w moim przypadku liczba skończona, stała i jednocyfrowa, możliwości są więc ograniczone.

Moja transformacja wyzwoliła chęć i potrzebę nadrobienia tych 40 lat tkwienia w izolacji i nie dopuszczania ludzi do siebie. Zacząłem się z nimi spotykać, rozmawiać i odkryłem dawno już odkrytą dla innych Amerykę;

są oni źródłem niesamowitej energii, wiedzy, doświadczeń i inspiracji!

Zrzucenie maski i stanie się w pełni sobą spowodowało, że otworzyłem się na ludzi. Zacząłem ich słuchać, dostrzegać ich wyjątkowość, indywidualną wartość każdego z nich. Odkryłem magię spotkania twarzą w twarz, gdzie jesteś obecny całym sobą, dając całą swoją uwagę i czas rozmówcy.  Przez te kilka miesięcy, spotkałem na swojej nowej drodze mnóstwo ludzi. Każdy z nich był inny i każdy na swój sposób interesujący i ciekawy. Od każdego coś dostałem, od jednych mniej, a od drugich więcej. Wszystkim Wam serdecznie dziękuję!

Pojawiło się w ostatnim czasie na mojej drodze kilka osób wyjątkowych, które dały mi niezwykle dużo. O wszystkich nich, pisałem na moim blogu i mediach społecznościowych, nie będę więc tutaj przywoływał ich z imienia i nazwiska. Przywołam natomiast prezenty, jakie od nich otrzymałem.

Przede wszystkim zobaczyłem, że to są ludzie tacy, jak ja a jedyne ograniczenia, jakie mamy, to te, w naszych głowach. Wiara w siebie i swoje możliwości pozwala osiągać naprawdę wiele.

Spotkanie tylu ludzi myślących podobnie a nawet działających w sposób turkusowy ugruntowało moją misję i moje WHY. Jedna z tych osób uświadomiła mi to, opowiadając o swojej metamorfozie i drodze, jaką przebyła. Poza tym zrozumiałem czym jest opisywana przez Laloux pełnia oraz otworzyłem się na inspiracje całym dostępnym bogactwem  i różnorodnością kulturową świata, w którym żyjemy.

Zrozumiałem także, iż różnice pokoleniowe mogą wnieść wiele wartości pod warunkiem otworzenia się na nie i umiejętnego słuchania głosu młodych. Paradoksalnie możemy wiele się od nich nauczyć, oni bowiem świetnie rozumieją realia teraźniejszości. Potrafią też wykazać się dużą dojrzałością i świadomością kierowania się własnymi priorytetami. A przy tym są niezwykle bezpośredni, co kiedyś poczytywałbym za wadę, a dziś jest dla mnie wielką zaletą!

Zobaczyłem, jak można w pełni akceptować siebie, po prostu doświadczając rzeczywistość taką jaka jest naprawdę. Bez oceniania. Za to z czerpaniem energii z innych ludzi. Takie moje wyobrażenie stoickiego podejścia do życia ucieleśnione w konkretnym, żyjącym tu i teraz  człowieku.

Usłyszałem kilka historii zmian zachodzących w ludziach, u źródła których była trudna, często osobista sytuacja. Motorem napędowym transformacji zawsze jest brak akceptacji dla stanu istniejącego. Świadomość tego mechanizmu w przyszłości pozwoli mi na łatwiejszą identyfikację takich przełomowych momentów i podejmowanie właściwych decyzji.

Ostatnio mocno zainspirowała mnie rozmowa o podejściu do działaniu w ograniczeniach i skupianiu się przy tym na dawaniu maksymalnej wartości. Tak różna od tekstów w stylu “możesz wszystko”, no bo przecież wiem, że nie mogę. Mam swoje ograniczenia, których muszę być świadomy   realizując swoje ambicje i cele. Taki zimny, ale orzeźwiający i bardzo potrzebny prysznic.


To było zaledwie kilka spotkań, ale ich wartość i nauka dla mnie bezcenna. Dzięki temu, co robię mam możliwość poznawania wielu fantastycznych ludzi. Na sierpień mam już zaplanowane dwa spotkania, z których z pewnością wyniosę cenne doświadczenia. Nie znajdę ich w książkach, one są w tych ludziach. Cieszę się, że wreszcie to dostrzegłem.     

wejdź i polub mnie
TWITTER
Visit Us
Follow Me
LINKEDIN
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *